Dzisja miał być sprawdzian z przyrody. Jednak była rada i Pani odwołała sprawdzian, i przeniosła go na środę. Jutro także wg. planu mamy przyrodę, ale szóste klasy piszą sprawdzian no i dlatego nie idę do szkoły :-).
Oto jak to było:
Rada odbyła się w tej samej sali gdzie mieliśmy mieć przyrodę. Przed przyrodą mamy historię. Jako pierwszy wybiegłem z klasy i i szedłem w kierunku sali 53. Obok dżwi do niej na ławce siedzieli nauczyciele. M. in. taki starszy pan uczący WF. Kazał mi zejść na dół. Po mnie dobiegł Konrad. Odwróciłem się do nieg o i poinformowałem, że mamy iść na dół. On zaś odrzekł „No to choć, poinformujemy wszystkich!” i zaczeliśmy wrzeszczeć „Idziemy na dół!”. Paweł D. który biegł wcześniej za Konradem próbował iść w stronę sali przyrodniczej, ale przytrzymałem go zarękaw i powiedziałem „Mamy czekać na dole!”. I tak ja i Konrad „skierowaliśmy” klasę na schodzy w dół. Dziś trzymałem się Konrada. Reszta poszła na obiad lub po prostu na dwór. Dwie dziewczyny które zostały były przepytywane przez Radka. Wkrótce Konrad go zawołał i ja objołem kartotekę nauczycielską. Jedna tylko z tych dwóch dziewczyn się zgłaszała. Pytałem tak śmiesznie, że dziewczyny się śmiały. Potem znowy przyszedł Radek i zacząłem go krytykować: „Ej, Radek wynocha!”. On nie słuchał gdyż dziewczyny woliły gdy je Radek pytał. Pięć minut przed dzwonkiem wg. zegarka koleżanki zorientowaliśmy się, że większość klasy jest na dworze. Wyszliśmy, ale wkrótce potem był dzwonek. Zapomniałem wziąźć kurtki z dworu i znalazłem ją po przyrodzie w gabinecie siatniarki.